poniedziałek, 6 marca 2017

1,2,3.. Jak się tutaj znalazłam? Dlaczego? Po co?

Oczywiście będzie to banalny wpis opowiadający o porażkach odżywiania codziennego jak i aktywności fizycznej. No właśnie aktywności fizycznej.. której w ogóle nie było! Chociaż nie.. była i to bardzo dużo... czytaj chodzenie do sklepu po fast foody :|. Nie było u mnie jednego skrajnego momentu, który doprowadził do samozaparcia, realizacji wyznaczonych celów odnośnie utraty wagi. To były same skrajne momenty, w których cały czas mówiłam sobie, tylko dzisiaj, a jutro to już się za siebie wezmę. Trwało to dobre kilka lat, aż waga pokazała grubo ponad 100kg. Przeważało myślenie typu "Okej wezmę się za siebie, schudnę to wtedy pokażę się ludziom na oczy". Jaki był tego efekt? To proste zamykałam się w sobie z dnia na dzień, ciągle czytałam o nowych dietach, ciągle  ich próbowałam, poddawałam się, znowu czytałam itp.. Odcinałam się od ludzi, prawie przestałam wychodzić z domu. Prawie każda czynność kończyła się zadyszką i zalaniem potem niczym wylanie na siebie wiadra wody. Traciłam sens życia.. nie chciało mi się siedzieć, leżeć, uczyć... Stwierdziłam, że nie chcę przeżreć swojego życia. Uciekały mi najlepsze lata. Po bardzo długim czasie obżarstwa i przyspawania do kanapy pojawiła się iskierka w tunelu. Zrozumiałam, że dalej tak być nie może. Byłam uparta chciałam wszystko robić po swojemu - wiedziałam lepiej. Zdecydowałam się na zwyczajne zdrowsze gotowanie. Zamiast pieczywa białego - ciemne, zamiast smażenia - duszenie, pieczenie, gotowanie, zamiast słodkich napojów - woda. I uwaga! Przełom! Ja typowy przyspawany do kanapy leniwiec zdecydowałam się na siłownie! Pierwszy trening, drugi, trzeci, drugi miesiąc, trzeci miesiąc. Zleciało szybko. Nie mogę tutaj mówić(jeszcze :p) o mega wielkim spadku wagi(to dopiero 20kg..), ale wszystko idzie ku lepszemu. Z dnia na dzień coraz bardziej siebie rozumiem - wiem, że jak się objem to będę tego bardzo żałować, będę tracić to co już zdobyłam. Mam nadzieję, że moja historia będzie dla innych inspiracją, że nieważne jak sytuacja będzie ciężka damy sobie radę i pokonamy potwora lenistwa i obżarstwa :) 
To jak lecimy na trening? :> 

sobota, 4 marca 2017

Aktualizacja, powrót, coś innego.

Cześć! 
Dobre kilka lat temu pisałam tutaj swojego pierwszego posta. Mój blog był bardzo chaotyczny i właściwie nie wnosił niczego konkretnego, był o niczym - chciałam mieć bloga, bo tak, bo inni ludzie też go posiadali.  W przeciągu kilku tych lat (mam taką nadzieję ;p) dojrzałam, wiele się pozmieniało zarówno na plus jak i na minus(jak to w życiu bywa). Mam nadzieję, że blog będzie dla mnie kolejną motywacją do tego, aby się nie poddać po raz enty 😊. Dzisiaj jestem już pewna, że chciałabym dzielić się z ludźmi - z wami swoimi doświadczeniami odnośnie swojej diety, ćwiczeń, motywacji, dzielić się tym  co przeszłam w związku bycia posiadaczką kolosalną ilością nadprogramowych kilogramów - NAPRAWDĘ nigdy do tego nie dopuśćcie. Hmm jedno muszę przyznać i to się nie zmieniło - zawsze byłam kiepska w pisaniu postów, moja mowa najczęściej jest krótka i konkretna :>